Mój kochany mały uparciuch wydostał się wreszcie na świat 26 grudnia 2010 roku. I zmienił wszystko! ... No prawie wszystko, bo poza tym, że tego nie wolno, tamto trzeba, a na owamto już nie ma ochoty po nieprzespanej nocy, nadal szydełkuję.
Udało mi się nawet wykończyć kilka projektów, dziergając podczas karmienia. Ale o nich później.
Ehhh, crochetowe bombki na choince to dopiero za 11 miesięcy pokażę - teraz drzemią głęboko w szafie w przepastnym pudle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz